Byłem piratem komputerowym… Brzmi to nad wyraz ciężko i nieco dramatycznie, lecz w naszym kraju legalność oprogramowania często jest całkowicie pomijana. Nie ma co wspominać o indywidualnych użytkownikach komputerowych, skoro nawet w szkołach, prywatnych firmach czy nawet biurach państwowych stykamy się z taką formą całkowitego olewania prawa. Ostatnio podjąłem decyzję, która w przeciągu kilku dni uległa diametralnej zmianie. Wszystko za sprawą moralności, która doszła do głosu.
Pod koniec grudnia kupiłem nowy aparat fotograficzny – nareszcie posiadam lustrzankę. Nie pisałem o tym i zbyt szybko nie napisze, ponieważ pogoda uniemożliwia mi naprawdę porządne przetestowanie go na otwartej przestrzeni, zaś w domu zbyt wielu elementów do sfotografowania nie mam. Mniejsza o to. Preferuję zdjęcia makro, przydałby się więc odpowiedni obiektyw. Niestety jego cena jest dosyć wysoka (około 700zł), zaś samo kupno aparatu bardzo poważnie nadwyrężyło mój osobisty budżet. Wpadłem więc na „fantastyczny” pomysł – sprzedam Windows 7, który jakiś czas temu zapanował nad moim komputerem. Zysk ze sprzedaży pozwoliłby mi na kupienie obiektywu no i robienie zdjęć jakie chcę. Pojawiło się jednak pytanie: co wrzucę zamiast niego? Oczywiście mogę skorzystać z Visty Home Premium, na którą ciągle mam licencję OEM dołączoną do notebooka. Po pewnym czasie uznałem jednak, że nie ma to sensu. Co prawda zmiany wnoszone przez „sevena” nie są jakieś kosmiczne, ale dają o sobie znać podczas zwykłego użytkowania – choćby taki mechanizm Aero Peek. Wersji OEM nie opłacałoby mi się w żaden sposób aktualizować, zaś przy zmianie komputera na inny nie mogę jej zachować (problem ten nie pojawia się natomiast w wersjach BOX). Poza tym trudno rezygnować z wsparcia technicznego, o którym za jakiś czas będzie osobna notka na blogu. Postanowiłem więc ściągnąć wersję Ultimate no i użyć loadera… a co mi tam?
Windows poszedł więc na Allegro, zrealizowałem również potężną reklamę aukcji na różnych forach, jako że ofert takich nie jest zbyt wiele. Szybko osiągnął on cenę, która mnie satysfakcjonowała. Nagle odezwała się wspomniana wcześniej moralność – do cholery, co ty robisz?! Stworzenie systemu nie jest prostą sprawą, zaangażowanych w tą operację było naprawdę wiele osób, a ty chcesz je tak po prostu okraść? Kiedyś może bym się tym nie przejął, ale sprawa obecnie wygląda zupełnie inaczej – sam tworzę oprogramowanie, choć co prawda internetowe. Czy podobałoby mi się, gdyby ktoś rozpowszechniał moje projekty wykonane czysto na zlecenie i bynajmniej nie skierowane do dostępu publicznego? No raczej nie i gdybym się o tym dowiedział, z pewnością zgłosiłbym sprawę do odpowiednich organów – nie mam nic przeciwko idei wolnego oprogramowania, ale sam nie jestem jej fanatykiem i korzystam z tego, że mogę zarobić jeżeli czegoś się nauczyłem. Jeżeli ktoś inny nie chce zainwestować pieniędzy w książki oraz czasu na naukę, niech płaci za to, że ktoś inny podjął się tego zadania. Aukcję więc wycofałem, bo Windows 7 bardziej mi odpowiada niż Vista, zaś ja nie chcę być szumowiną, która okrada innych ludzi, nawet jeżeli pracują dla korporacji z USA. Nie mam nic do Microsoftu, nie jestem wrogiem tej firmy, a raczej pewnym ich fanem – udało im się, osiągnęli sukces nie tylko marketingowy i zasługują na podziw.
O cenach oprogramowania i wielkich narzekaniach na nie, oraz traktowanie tego jako doskonały pretekst do używania produktów nielegalnie nie chcę tu dyskutować. Jest to dobry temat na zupełnie oddzielny wpis, który z pewnością pojawi się za jakiś czas na łamach mojego bloga. Muszę jednak przyznać, że coś się zmieniło w moim podejściu do tego tematu w przeciągu ostatniego roku – człowiek zaczął rozumieć, że to co robił kiedyś naprawdę było złe. Osobiście uważam te zmiany i ostatni głos moralności za coś bardzo pozytywnego i chciałbym jak najdłużej przy tym pozostać. Obiektyw do aparatu oczywiście kupię, ale najpierw sobie na niego zapracuję, podobnie jak miało to miejsce w wypadku Windowsa. Najpierw chyba jednak kupię Office’a dla użytkowników domowych… OpenOffice nie jest zły, ale jakoś przyzwyczajenia robią swoje.
Brak podobnych wpisów.

Gorzej jak się trafi na coś takiego kupując „legalne, nielegalne”:
http://uwaga.onet.pl/135595,reportaze,nielegalne_oprogramowanie_zalewa_nasz_rynek,wideo_detal.html
Tak, ale zawsze można sprawdzić i zgłosić sprawę do odpowiednich organów.
Poza tym kupując np. w Vobis, Komputronik itp. jesteśmy raczej bezpieczni :)
Legal – jeżeli firma daje właściwą cenę, jeżeli wydaje np. na nowy film/grę/muzykę/system przykładowo 1 mld, a zarabia w granicach rozsądku
Nie legal – jeżeli firma daje niewłaściwą cenę, wydaje np. na nowy film/grę/muzykę/system przykładowo 1 mld, a zarabia 20 mld
100 złotych za grę, którą przejdę w jeden dzień? Nigdy w życiu!
30 złotych za grę, która ma być dla mnie rozrywką na jeden dzień? Czemu nie…
Fakt – np. taki COD MW2 czy Crysis. Trochę śmieszne, że kosztują (/kosztowały w dniu premiery) tyle, a gra trwa niezbyt długo. Z drugiej strony, możemy najpierw spróbować wersji demo, potem poczytać recenzje na portalach i dopiero zdecydować się, czy kupujemy czy nie.
Nie możemy narzucać producentom cen, nawet w odniesieniu do jakości – ktoś może zrobić teraz grę typu FPS z grafiką z 1999 roku i sprzedawać za cenę 180zł. Zabronisz? Nie. Czy ktoś to kupi biorąc pod uwagę aktualne przeciętne wymagania tego gatunku? Wątpliwe…
System to natomiast taka specyficzna sprawa, ponieważ używamy go przecież zawsze gdy używamy komputera. :)
Ja osobiście nie rozumiem sprzedawania jednej rzeczy tylko po to, żeby kupić inną. I nie rozumiem znajomych, którzy kupują komórkę (za pieniądze z poprzedniej), mówią że tą będą już mieli na dłużej, a za 2 miesiące znowu mają inną (kupioną oczywiście za pieniądze z poprzedniej). Ja tego nie rozumiem, pewnie dlatego że nigdy nie podejmuję pochopnych decyzji. Gdy coś kupuję, to wiem że tego potrzebuję.