Seagate Momentus z serii 7200.4

Od lutego posiadam laptopa. Szczerze mówiąc, po tym czasie użytkowania tego sprzętu, nie byłbym już w stanie zrezygnować z komputera przenośnego na rzecz stacjonarnego, choć kiedyś byłem przeciwnikiem tego pierwszego rozwiązania. Notebook okazał się nie tylko mobilny i bardzo komfortowy, ale również wydajny. Niestety, jedna rzecz ciągle leży w komputerach tego typu i stanowi niejako wąskie gardło, w szczególności w wypadku systemów nowszych niż Windows XP, a będących spod szyldu Microsoftu. Mowa oczywiście o dysku twardym, którego konstrukcja nie zmieniła się od ładnych kilkudziesięciu lat.

Samego mechanizmu jednak nie będę tu opisywał – to dobry temat na zupełnie inny wpis. W moim HP’ku zamontowano fabrycznie dysk wielkości 2,5 cala firmy Western Digital o pojemności 320 GB. Cała reszta cech, zresztą najważniejsza z punktu widzenia wydajności, jest oczywiście standardowa jak na laptopa: interfejs SATA2, prędkość obrotowa 5200 RPM, 8 MB wewnętrznego bufora oraz obsługa technologi Native Command Queuing, która ma z założenia minimalizować ilość wykonywanych przez twardziela operacji. Niestety, ale jak można było się spodziewać, wydajność takiego dysku pozostawia nieco do życzenia, w szczególności wtedy, gdy ktoś ma bzika na punkcie wydajności, zaś jeszcze niedawno miał w komputerze stacjonarnym naprawdę szybką pamięć masową (dla przypomnienia, Samsung 320GB z serii F1 leżący na gąbce w celu wyciszenia). Wykonałem podstawowe testy w programach HD Tach oraz HDD Tune, wyniki przedstawiają się następująco:

Wester Digital - HDD TuneWestern Digital - HD Tach 1Western Digital - HD Tach 2

Jak widać, transfer typu burst prezentuje się całkiem nieźle, ale nie to świadczy przecież o prawdziwej użyteczności twardziela. Istotne parametry to szybkość średnia oraz czas dostępu. W tym wypadku wynoszą one odpowiednio około 47 MB/s oraz 17,5ms i w porównaniu do Samsunga F1 są… całkowicie beznadziejne. Dysk w komputerze stacjonarnym cechował się średnim odczytem na poziomie 91 MB/s a czasem dostępu w granicach 13ms, co bardzo odczuwalnie przekładało się na komfort użytkowania. Jedyną zaletą jest dosyć niewielka temperatura pracy – jedynie 32 stopnie Celsjusza, a podczas testów mój Pavilion uchodzący za przenośny system centralnego ogrzewania nie był chłodzony podstawką Zalmana. Oczywiście nie mogę wymagać cudów, przecież to komputer mobilny. Z drugiej strony, domyślnym systemem na nim zainstalowanym jest Windows Vista, a niestety wykonuje on bardzo wiele operacji dyskowych związanych z indeksowaniem, defragmentacją czy nawet mechanizmem prefetchingu.

Postanowiłem więc wymienić dysk na inny. Pierwszy pomysł: może SSD? Po przejrzeniu aktualnych ofert, szybko odrzuciłem ten pomysł. Co prawda dyski tego typu charakteryzują się niesamowicie szybkim odczytem, bardzo niską emisją ciepła no i zupełnym brakiem części mechanicznych ale… jeszcze nie dorównują wydajnościowo mechanicznym twardzielom pod względem zapisu a i cena jest zupełnie zaporowa – za dysk 128 GB chociaż przeciętnej klasy trzeba wyłożyć grubo ponad 1000zł, jak dla mnie nie są one warte takiej ceny. Warto wziąć pod uwagę jeszcze jeden ciekawy fakt – większość obecnie sprzedawanych SSD jest wykonana w technologi MLC, która charakteryzuje się dosyć niską żywotnością. Oczywiście mamy alternatywę w postaci SLC, ale ceny takich pamięci osiągają niejednokrotnie astronomiczne wartości.

Pozostał mi więc zakup tradycyjnego dysku. Zdecydowałem się na egzemplarz mniejszy pod względem pojemności od dotychczasowego HDD, ale za to większej prędkości obrotowej no i większym buforze. Z informacji zaczerpniętych z internetu nie można było wywnioskować praktycznie niczego – jak to zwykle bywa, niektórzy polecali taką wymianę, inni uważali, że nie przynosi ona żadnych rezultatów. Postanowiłem jednak spróbować. Mój wybór padł na Seagate Momentus z serii 7200.4, o pojemności 250GB. Szybkość jest już w nazwie, zaś pamięć cache ma 16MB, a więc dwa razy więcej niż w poprzedniku. Ciekawym dodatkiem jest funkcja G-Force. Jest to wbudowany akcelerometr, który zatrzymuje pracę dysku w wypadku np. upadku. Co prawda w wypadku mojego komputera scenariusz ten jest dosyć abstrakcyjny, bowiem notebook rzadko kiedy opuszcza biurko, ale dopłata kilkudziesięciu złotych nie stanowiła problemu i postanowiłem wybrać wersję właśnie z tym mechanizmem.

Sama wymiana trwała zaledwie momencik, choć przed nią musiałem poświęcić nieco czasu na wykonanie kopii wszelkich istotnych danych. Postanowiłem nie eksperymentować z przenoszeniem obrazu partycji systemowej, lecz zainstalować system całkowicie od zera. Ponadto postanowiłem powrócić do 64-bitowej wersji Visty (w wypadku używania VirtualBox’a 3 GB RAMu to jednak czasami za mało), więc upgrade również nie wchodził w grę. Już na etapie instalacji systemu zauważyłem różnicę… w pozytywnym tego słowa znaczeniu – system zainstalował się naprawdę szybko. Potem przyszedł czas na dosyć żmudną instalację sterowników oraz całego tego badziewia z którego korzystam na co dzień. W tym wypadku nowy dysk po raz kolejny dał o sobie znać i gdyby nie wielkość aktualizacji dostępnych na windows update, oraz fakt posiadania dosyć przeciętnego łącza internetowego, całość odbyłaby się naprawdę szybko.

Seagate - HDD TuneSeagate - HD Tach 1Seagate - HD Tach 3

Gdy uporałem się z tym wszystkim, przyszedł czas na testy. Potwierdziły one jedynie moje odczucia. Co prawda wynik transferu burst nie zmienił się wcale, a nawet nieco się zmniejszył, diametralna zmiana zaszła w wypadku odczytu średniego. Obecnie wynosi on około 80 MB/s co da się zauważyć w działaniu wszystkich aplikacji oraz szybkości uruchamiania systemu operacyjnego. Równie ważny parametr jakim jest czas dostępu do danych, również uległ poprawie, choć może nie tak znaczącej i obecnie wynosi około 16,5ms (gdyby ktoś nie wiedział: jest to niejako opóźnienie w wyszukiwaniu danych, więc im mniejszy jest ta wartość, tym lepiej). W kwestii hałasu nie zmieniło sie praktycznie nic: Momentus jest naprawdę cichy i da się go usłyszeć tylko gdy w pomieszczeniu jest cicho, zaś my rozpoczniemy kopiowanie jakiejś sporej dawki plików.

Ogólnie jestem z wymiany zadowolony – przyjemność kosztowała niecałe 250zł (4x mniej niż najtańsze dyski SSD 128GB o bardzo wątpliwych parametrach), zaś komfort pracy przy komputerze naprawdę się poprawił. Pamiętacie moje narzekania na szybkość działania pakietu Kaspersky Internet Security? Możecie włożyć je obecnie między bajki: na obecnym dysku jest on nieodczuwalny podczas działania, zaś o komputerach stacjonarnych i HDD 3,5 calowych nie ma nawet co dyskutować. Seagate ma jedną wadę, choć być może jest ona związana, ze wspomnianym już wcześniej, systemem centralnego ogrzewania: po reinstalacji systemu i testach bez podstawki temperatura dysku wynosiła 52 stopni Celsjusza, co na dłuższą metę nie byłoby dla niego zdrowe. Gdy podstawka jest włączona i działa na najwolniejszych obrotach, osiąga on maksymalnie 43 stopnie, więc wszystkie jest już w normie. Być może aż taki wzrost temperatury wynika z konstrukcji laptopa, która nie jest najlepsza w kwestii rozpraszania ciepła. Mimo wszystko: jeżeli zastanawiacie się nad wymianą dysku w laptopie na szybszy, zmianę taką polecam.

Podobne wpisy:

  1. Kryzys – awaria dysku…

5 komentarzy

Dodaj komentarz
  1. Lisu   |   20.09.2009 14:24

    Ja tam się nie zastanawiam nad prędkością dysku. Chodzi to dobrze, więcej mi nie trzeba.

  2. Midv   |   20.09.2009 17:14

    Pierwsze co zrobił to zaczął optymalizować ^^

  3. LukasAMD   |   20.09.2009 18:52

    Mid, o czym Ty mówisz? Przecież ja tu nic nie optymalizowałem :D
    Nie jestem w stanie rozkręcić dysku no i nie wiem… dorzucić mu pamięci :D

  4. wnuk   |   21.09.2009 18:02

    A jak z czasem pracy na bateriach? Odczułeś jakąś zmianę?

  5. LukasAMD   |   21.09.2009 18:12

    Lap cały czas leży na biurku i jest zasilany z sieci, nie wiem więc czy zmiana dysku coś zmieniła w kwestii pracy na baterii. Aby to sprawdzić, najpierw musiałbym ją znaleźć :D

Dodaj komentarz