Nie lubię mody. Nie lubię za nią gonić, czy chociażby zwracać na nią uwagę, ponieważ uważam to za całkowitą stratę czasu. Podobnie ma się sprawa z typowymi zachowaniami oraz zainteresowaniami. Patrząc się na moje pokolenie sądzę, iż nie mogę się z nim za bardzo utożsamiać: jestem abstynentem, nie słucham techno / hip-hopu, poza tym chyba mam jakiś cel w życiu. Jak ma się natomiast sprawa motoryzacji? Oczywiście nie inaczej… postanowiłem więc niczym satyryk, opisać czym jeżdżą w Polsce młodzi kierowcy.
Zacznijmy więc od samego pojazdu. W znakomitej większości wypadków jest to oczywiście ściągany zza granicy Volkswagen Golf. To nic, że w normalnych życiowych sytuacjach wyzywam wszystkich Niemców (nawet jeżeli nie mają nic wspólnego z II Wojną Światową), ich samochody są według młodzieży niesamowite, nie da zajechania. Idealny jest tutaj wymyślony cytat: „Tanio se ściągnąłem! Przebieg mały, bo co to jest 200 tysięcy dla takiej fury. To nic, że cztery razy dachował i z boku walnął w niego tir – to sie mloteczkiem wyklepie, a i szpan będzie że takim autem zapier****„. Kupującym oczywiście nie przeszkadza to, że spędzą pod samochodem więcej czasu niż w jego wnętrzu… Taaak, mam uraz do tej niemieckiej firmy za astronomiczne ceny „nowych produktów”, oraz do idiotycznego podejścia Polaków (dwulicowość).
Następna sprawa to tuning. Teraz przecież każdy to robi, więc samochód MUSI być przerobiony. Standard to oczywiście tłumik, który robi z samochodu ryczącą bestię, zwracającą uwagę wszystkich przechodniów wokół. Jak dla mnie, dobry samochód to samochód wygody ale i CICHY. Robienie z niego traktora uważam za… coś godnego politowania? No ale to nie wszystko. Spojler też musi być. Może być profesjonalny, ale najczęściej nie ma na to pieniędzy, więc jest jaki jest – własnoręcznie zrobiony, klejony na kropelkę czy superglue. W efekcie „ajrodynamika” auta jest poprawiona o jakieś miliard procent, dzięki czemu można wycisnąć więcej na autostradzie. Przyciemniane szyby to również często spotykany gadżet, choć nadal się zastanawiam czemu ma słuzyć. Silniki oczywiście też są przerabiane, zresztą muszą, bo inaczej często są niespecjalnie zdatne do sensownego użytku. Oczywiście oprócz jakiś napraw, wyciąga się dodatkowe konie.
We wnętrzu najczęściej spotykamy się z ogólnie znanym syfem i chaosem. Nie to jednak jest najważniejsze. Podstawa to zestaw głośników, który pozwala na emanowanie swoim stylem, oraz jeden z najszybszych sposobów na całkowite lub chociażby częściowe utracenie słuchu. Oczywiście moc tej mobilnej sali koncertowej nie jest wykorzystywana podczas szybkiej jazdy, ale wtedy, gdy właściciel toczy się po osiedlach z otwartym oknem i wystawioną przez nie ręką. Niczym jakiś rytuał… tylko co to ma symbolizować?
Jak wygląda natomiast jazda młodego pokolenia? Znamy je doskonale z wiadomości informacyjnych: kretynizm, idiotyzm, traktowanie jazdy jak zabawy, udawanie kierowców wyścigowych, przenoszenie świata Need for Speed do rzeczywistości. Gdy słyszymy, gdy ktoś rusza z niesamowitym piskiem opon, od razu wiemy, w jakim prawdopodobnie był wieku. To również jest jakieś zachowanie plemienne, równie nieznane w swoim znaczeniu co inne. W gronie takich „kierofcóf”, szybka jazda, wyprzedzanie w bardzo niebezpiecznych miejscach o małej widoczności, wspomniane już „wożenie” się po osiedlach i podobne tym zachowania są traktowane jako coś wartego uwagi, coś bardzo szpanerskiego.
Żeby nie było, sam również jestem kierowcą. Nie mam jednak zamiaru jeździć jak opisani wyżej kretyni zaś to co robią potępiam na całej linii. Ktoś mi powie – nie mam kasy na nic innego. Ale na głośniki zawsze się jakimś cudem znajdują… poza tym naprawdę trudno jest jeździć zgodnie z przepisami czy od czasu do czasu wysprzątać samochód. Moim zdaniem, bezpieczny i opanowany kierowca robi większe wrażenie, niż taki, który zmusza auto do wycia przy każdej okazji do popisania się. Mam w dupie, jeżeli ktoś się ze mną nie zgodzi co do sensowności często przeprowadzanych zabiegów. Oczywiście nie powiedziałem, że KAŻDY młody kierowca jest taki a nie inny. Na drogach widać jednak, że większość idzie z duchem mody.
Brak podobnych wpisów.

@nick:
1. Mógłbyś się przedstawić? Czemu chcesz być taki anonimowy?
2. Tak, jeżdżę Seatem Ibizą, która technologicznie jest bardzo podobna do VW Golfa, ALE nie o tym jest ten wpis (o ile potrafisz czytać ZE ZROZUMIENIEM, na pewno to zauważyłeś): sama jazda golfem czy w ogóle samochodami spod szyldu vw nie jest zła, ale magiczna wiara w tą markę to w Polsce totalnie popaprana paranoja… Moim zdaniem nie są to samochody oszczędne (silniki vw), co widzę po swojej ibizie, również awaryjność kwestia dyskusyjna – czemu tak wielu młodych leży POD swoimi golfami a starsi pod pasatami?
Przy kupnie taniego samochodu, dajmy na to do 5.000zł młody człowiek często staje przed wyborem dosyć trudnym. Niestety najczęściej wybiera się właśnie VW („bo to jest auto!”), a potem leży i ciągle coś naprawia, zamiast wziąć mniej znaną markę, która za taką samą cenę zaoferuje nam większe możliwości.