Wczoraj pisałem o tym co sadze o bezsensownych działaniach telewizji narodowej, dzisiaj przyszedł czas na to, aby zjechać również telewizję prywatną. O co się rozchodzi? O to, co serwuje nam Polsat rok w rok od dłuższego czasu, chodzi oczywiście o emisję którejś części „Kevin sam w…” na Wigilię. Gdy przeglądałem wczoraj program telewizyjny, naprawdę się ucieszyłem – Kevin sam w domu leciał o tej samej porze co Gwiezdne Wojny!. Byłem naprawdę zaskoczony. Jak to?! Nie na święta? Niemożliwe! Sprawdziłem więc w programie, co panowie z Polsatu mają zamiar zaserwować nam właśnie na Wigilię. Efekt: rzeczywiście… niemożliwe..

Co było powodem bolesnego powrotu do prawdziwego świata? Krótki acz dobitny wpis: Polsat, 24.12.2008, 19:35 – Kevin sam w Nowym Jorku… Powiedzcie mi, jak tu się nie wkurzyć? Oczywiście istnieją inne programy, postanowiłem jednak doczepić się tego jednego szczegółu: po jaką cholerę co roku na Wigilię dawać to samo?! Ja rozumiem, iż za każdym razem zobaczy to ktoś, kto wcześniej nie miał okazji tego zrobić. Większość oglądających to jednak prawdziwi „weterani, którzy na samo słowo „Kevin” wyłączają telewizor. Nie wiem jak dobra byłaby to komedia, ciągle jest komedią amerykańską, która za drugim, trzecim każdym następnym razem już nie śmieszy – taka sobie jednorazówka.

Zobaczcie sami, jak wygląda sytuacja wypadku kultowej polskiej serii Sami Swoi - znacznie gorsza technologia a co z tym idzie i wykonanie, a jednak cieszy i bawi za każdym razem. Dlaczego? Ponieważ my Polacy, potrafimy zrobić dobrą komedię (z kamerą wśród parlamentarzystów?). Rozumiem, że telewizję Polsat po prostu nie stać na cokolwiek lepszego, ale czy to oznacza, iż trzeba katować ciągłymi powtórkami? Odpowiedzcie mi na proste pytanie: czy nie lepiej byłoby puszczać Kevina raz na 3-4 Wigilie? Wtedy raczej nikomu by się nie znudził, a i nowi byliby zadowoleni. Tymczasem, Polsat ma u mnie krechę, większą niż TVP2 za Gwiezdne Wojny i z pewnością nie będę korzystał z tego programu w ciągu całych tegorocznych świąt. Koniec kropka.

Brak podobnych wpisów.

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz