Kategoria wpisów: Przemyślenia


Nie wiem jak Wy, ale ja dzisiaj postanowiłem oglądać w telewizji uroczystość przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego w Warszawie do Kościowa św. Anny. To co zobaczyłem, przerosło zupełnie moje oczekiwania – istny kabaret, pośmiewisko o którym na pewno dowie się spora liczba osób na całym świecie. Przed pałacem tłumy ludzi, którzy zachowywali się jak całkowici fanatycy, jak ludzie średniowiecza, momentami jak… zwierzęta. Ci sami ludzie śmią nazywać siebie katolikami, śmią zupełnie ignorować fakt, że przenieść krzyż przyszli duchowni, oraz harcerze, którzy go tam umieścili. Co tu tak naprawdę staje się ważne? Symbol jest tylko symbolem i doskonale spełniać swoje zadanie może nawet wtedy, gdy jest umieszczony w innym, znacznie odpowiedniejszym dla niego miejscu. Hołota której popisy mogliśmy dzisiaj oglądać najwyraźniej chce tu czegoś tylko dla siebie. W ogóle czy wyzywanie policji, straży miejskiej, porównywanie władz do sowietów i całej tej sytuacji do Katynia jest w ogóle godne osoby nazywającej siebie katolikiem? Bzury!

Płacz, lament, krzyki. No i o co to wszystko? Przecież żyjemy teoretycznie w nowoczesnym państwie europejskim. Państwie, które powinno być świeckie, jeżeli chce nadążyć na innymi. Nikt nikomu u nas wiary nie broni, jesteśmy przecież tolerancyjni (przynajmniej młodzi, bo starsze pokolenie to często całkowita ciemnota uważająca inne wyznanie za wręcz kult szatana czy jakichś demonów, oczywiście pomijam też fanatyków pewnego radia), ale Pałac Prezydencki to nie jest miejsce kultu i nie powinno tam być symbolu żadnej religii. Zobaczmy co jakiś czas temu miało miejsce we Włoszech – oskarżenie władz szkoły do trybunału europejskiego za to, że w sali na ścianie znajdował się niewielki krzyż katolicki. Sąd przyznał rację, że jest to niewłaściwe umiejscowienie. I brawo, popieram coś takiego i czekam, aż w Polsce znajdzie się ktoś na tyle odważny, ażeby zmienić mentalność ludzi: niech religię zostawią dla siebie, a społecznie działały w sposób świecki. W przeciwnym wypadku ciągle będziemy krążyć w ciemnych wiekach, zacofani, w niczym nie podobni do cywilizowanych społeczeństw, w których religia nie ma prawa głosu. Co zaś się tyczy dzisiejszych protestantów, moim zdaniem władza powinna użyć siły, bo takie „przepychanki” przed tak ważnym miejscem to skandal. Armatki wodne, gumowa amunicja, gaz łzawiący i ostre kary. A niech się drą, że ZOMO wróciło, skoro są aż tak głupi.

Wczorajszy dzień rozpoczął się dosyć normalnie – wszystko niby ok, nic nie zapowiadało natomiast zbliżających się awarii. Nieco po ósmej rano przestał odpowiadać mój blog, cały serwis JACenter, w ogóle całe moje konto w firmie Prohost. Sprawdziłem no i odpowiedzi nie było również na 2 innych serwerach tej firmy które znam. Po około trzydziestu minutach otrzymałem od hostingodawcy informację, że z powodu awarii wystąpiła przerwa w dostawie zasilania. Wszystko zostało jednak przywrócone do porządku, żadne dane nie zostały oczywiście utracone. No dobra, da się przeboleć. Dalej było jednak gorzej – pomimo ostatnich zapowiedzi, kilka dni temu znowu zainstalowałem Linuxa w postaci dystrybucji Mint x64 (Miętowy Remix). Nagle potrzebne stało się jednak miejsce na dysku, więc musiałem partycje tego systemu usunąć i przywrócić bootowanie z poziomu Windowsa. Ubuntu Live CD, gparted no i po chwili zamiast partycji dla Linuxa pojawiła się nowa pod NTFS. Reboot, przy pomocy płyty Windows 7 naprawiłem bootowanie oraz MBR (bootrec.exe z parametrami /fixboot oraz /fixmbr) no i uruchomiłem ponownie.

Niestety, zamiast zobaczyć ekran ładowania systemu, komputer cały czas się resetował. Nie będę rozpisywał się jak wyglądały liczne próby zdiagnozowania problemu – po prostu nic a nic nie dało rady cokolwiek z tym zrobić, wyglądało na to, że coś jest nie tak z partycją systemową. Musiałem więc wykonać formatowanie no i pełne instalowanie wszystkiego, na co straciłem sporo czasu. Przy okazji postanowiłem, że zrobię pełny format i usunę wszystkie partycje. Kopiowanie nielicznych danych z innej partycji na pendrive’a z poziomu Ubuntu Live trwało koszmarnie długo, nie mam pojęcia z jakiego powodu. W trakcie kopiowania danych postanowiłem sprawdzić pocztę. Podałem klucz WPA, no i… dowiedziałem się, że połączenie z siecią lokalną działa, ale z internetem już nie bardzo. Sprawdziłem przez telefon – to samo. Zresetowałem router, nadal nie działa, stoi w statusie negocjowania połączenia ADSL… Zadzwoniłem do TP, dowiedziałem się, że wystąpiła awaria na całym węźle i choć technicy już nad tym pracują, dostępu do internetu mogę spodziewać się w najlepszym wypadku późnym wieczorem. Założyłem więc, że tego dnia niebo na pewno spadnie mi na głowę i spokojnie, bez jakiegokolwiek pośpiechu, rozpocząłem instalowanie systemu i oprogramowania…

No i po egzaminie zawodowym

„Już za cztery lata: jestem technik teleinformatyk” - taki właśnie opis pojawił się pod moim numerem gadu-padu kaaaawał czasu temu, bo właśnie cztery lata wstecz, gdy udało się dostać do szkoły średniej będącej na celowniku jeszcze w czasie nauki w gimnazjum. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że nawet nie wiem kiedy to minęło… przyznam również, że szkołę średnią zapamiętam chyba jako najlepszy i najzabawniejszy okres związany z moją edukacją. Z jednej strony ludzie nadal wpadają na bardzo głupie pomysły, z drugiej jednak stają się dorośli, przez co pomysły te mają odpowiedni poziom, żarty mogą więc być zabawne nie tylko dla nas, uczniów, ale i dla nauczycieli. Cztery lata temu nie myślałem w ogóle o egzaminie zawodowym. Kto by sobie tym w ogóle zaprzątał głowę w pierwszej klasie, nieprawdaż? No ale czas zleciał, nie wiadomo nawet kiedy, przyszła matura, a w końcu i egzamin zawodowy, z którym zmagałem się w poniedziałek na etapie pisemnym i dzisiaj na etapie praktycznym. Czytaj więcej >>

Sobota niby jak każda inna, wstaję sobie rano, z lenistwa nie włączam ani telewizora, ani też radia. W chwilę przed dziesiątą, jedząc śniadanie, dostaję wiadomość SMS od znajomego. Jestem zły, bo się nie wyspałem, poza tym treść wiadomości wydaje się nad wyraz idiotycznym żartem. Nadal nie chce mi się uruchamiać żadnego odbiornika, aby choć je sprawdzić, korzystam więc z telefonu i odwiedzam jeden z polskich portali informacyjnych. W tym momencie wszystko się zmienia – okazuje się, że lotnicza katastrofa w Smoleńsku zabierająca ze sobą prawie sto ofiar, z prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej wraz z małżonką na czele, to nie głupi żart, ale… prawda?

Dzisiaj nie mam zamiaru pisać o tym, co można było zrobić aby uniknąć tej wielkiej tragedii, czy naprawdę musiało do niej dojść, jakie kroki powinny zostać podjęte, aby uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości. Dzisiaj odstawiam na bok wszelkie moje, niekiedy naprawdę nietypowe, poglądy i spostrzeżenia: zginęli ludzie, tacy sami jak ja czy Wy. Jacy by nie byli, jakich błędów by nie popełniali, byli to jednak ludzie myślący i czujący. Co mogę wyrazić w obecnej sytuacji? Jedyne co mogę powiedzieć, to fakt, że naprawdę szkoda mi wszystkich tych ludzi i nikomu podobnej śmierci nie życzę. Na rozliczenie z powodami tej katastrofy i głupoty występujące po niej przyjdzie jeszcze czas. Dziś i tak większość z nas, obywateli Polski, zostało chcąc-nie-chcąc przygniecionych natłokiem informacji, złych informacji. Myślę, że nie ma sensu dziś mówić o niczym więcej, niż o żalu po stracie rodaków.

Byłem piratem komputerowym… Brzmi to nad wyraz ciężko i nieco dramatycznie, lecz w naszym kraju legalność oprogramowania często jest całkowicie pomijana. Nie ma co wspominać o indywidualnych użytkownikach komputerowych, skoro nawet w szkołach, prywatnych firmach czy nawet biurach państwowych stykamy się z taką formą całkowitego olewania prawa. Ostatnio podjąłem decyzję, która w przeciągu kilku dni uległa diametralnej zmianie. Wszystko za sprawą moralności, która doszła do głosu.  Czytaj więcej >>