Czasami mam lenia… dotyczy to w szczególności opisywania gier, w które gram. Wpis który właśnie czytacie jest doskonałym przykładem tego… procederu? Call of Juarez: Więzy Krwi odpaliłem po raz pierwszy pod koniec lipca, przejście całości zajęło mi nieco ponad dwa tygodnie i dopiero teraz w końcu zabrałem się za opisanie moich wrażeń dotyczących produkcji Techlandu. Nie wiem skąd się to bierze – w międzyczasie przypadkowo odnalazłem i opisałem StuntGP, więc jest to jeszcze bardziej podejrzane (czyżby znowu jakiś spisek?). Mniejsza o to, przecież liczy się to, co sądzę o samej grze, nieprawdaż?
Zacznijmy od cofnięcia się do 2006 roku. Wtedy to właśnie swoją premierę miała pierwsza część Call of Juarez. Nie pamiętam kiedy dokładnie uruchomiłem grę i skąd ją miałem, ale wiem, że spodobała mi się. Niby FPS jakich wiele, ale jednak nietypowy, bo osadzony w klimatach westernowych. Niestety znalazły się również i złe strony: akcja była podzielona niejako na dwie części, w pierwszej niczym Rambo mordowaliśmy bezlitośnie przeciwników jako dosyć nietypowy ksiądz, w drugiej natomiast musieliśmy wykazać się sprytem i zręcznością aby przeżyć. Przyznam szczerze, że ta druga opcja nie podobała mi się, a nie miałem wyboru. Problemem okazały się również dosyć spore wymagania sprzętowe no i po jakimś czasie o grze zapomniałem. Jakimś cudem powróciłem do niej w tym roku i bardzo szybko przeszedłem całość. Od tej pory zajmuje ona jedną z kluczowych pozycji na mojej liście „the best games”. Nic więc dziwnego w tym, że nie mogłem przepuścić kontynuacji, tym bardziej, że zapowiadała się bardzo ciekawie.
W lipcu znalazłem więc przystępną ofertę na Allegro i zamówiłem grę. Kilka dni czekania i mam upragnione pudełko. Oprócz DVD z grą znalazłem w nim dobrze wykonaną instrukcję z kluczem oraz płytę soundtrack, ale o muzyce będzie nieco później. Instalacja jak zwykle trwała chwilkę, lecz przyniosła ze sobą pewne zdziwienie – gra zajmuje na dysku ledwie niecałe 3 GB, co przy aktualnych „standardach” jest naprawdę miłą niespodzianką. Przyszedł więc czas, aby nareszcie uruchomić grę i przekonać się, co ma do zaoferowania i czy jest to zgodne z zapowiedziami. Tutaj kolejna miła niespodzianka, wszystko uruchomiło się błyskawicznie… szybciej niż pierwsza część gry na tym samym komputerze!
Menu główne to kolejny szok… tym razem jednak całkowicie negatywny. W tle są pokazywane niewyraźne, czarno-białe cut-scenki i krajobrazy, zaś wykonanie przycisków i użyta czcionka daje tylko jeden (na dodatek błędny) wniosek: gra jest skierowana dla dzieci uczęszczających do przedszkola lub ewentualnie pierwszych klas szkół podstawowych… Czepiam się? Ok, ale diabeł tkwi w szczegółach, a te budują pierwsze wrażenie, które w tym wypadku było niespecjalnie zachęcające. Spośród opcji mamy do wyboru między innymi:
- Jeden Gracz – to chyba oczywista oczywistość jakby powiedział pewien polski „polityk” – po prostu naciskamy a następnie wybieramy poziom trudności oraz akt od którego chcemy rozpocząć część fabularną gry. Oczywiście zaraz po pierwszym uruchomieniu nie mamy zbyt wielkiego wyboru i rozpoczynamy wszystko od początku.
- Gra Sieciowa – już pierwsza część Call of Juarez umożliwiała grę po sieci, w Więzach Krwi wszystko zostało jeszcze znaczniej rozbudowane. Niestety z powodu problemów z moim ISP, nie mogłem w ogóle przetestować tego trybu. A szkoda, bo w internecie można znaleźć wiele pozytywnych opinii na ten temat.
- Opcje - dla większości graczy nieistotne, dla mnie dosyć ważna pozycja. Właśnie do niej skierowałem się na początku i ustawiłem wszelkie opcje dotyczące grafiki na maksimum. Muzyka również miała się wybijać, bowiem w pierwszej części gry była naprawdę klimatyczna i chciałem się przekonać, czy tu również mile mnie zaskoczy.
- Autorzy - w tym miejscu możemy przejrzeć wszelkie informacje dotyczące osób, które są bezwzględnie winne powstaniu gry, czyli opcja która zwykłego gracza całkowicie nie interesuje.
- Zawartość ekskluzywna – brzmi nieźle, nieprawdaż? Aby ją odblokować, musimy podać specjalny kod. Skąd go wziąć? Nie mam pojęcia… może otrzymujemy go przy kupnie wersji kolekcjonerskiej gry, mi został podarowany przez wujka Google. Jest tam nieco gadżetów do aktywowania: postacie, profesje i bronie. Nie ma to jednak wpływu na rozgrywkę jednoosobową.
Konfiguracja nie trwała zbyt długo, rozpocząłem więc tryb fabularny. Z miejsca zaznaczę, że jest to chyba najmocniejsza strona tej gry. Mało tego, powiem więcej – już dawno nie widziałem gry, która potrafi tak wciągać dzięki fabule! Techland odwalił kawał dobrej roboty, poza tym udało się dokonać czegoś niesamowitego: gra nadaje się nie tylko dla wetaranów pierwszej części Call of Juarez, ale również zupełnie nowych graczy. Dla nowicjuszy sama w sobie stanowi niezła historię opowiadającą historię trzech braci i ich przygód na Dzikim Zachodzie, zaś w wypadku znawców pozwala odkryć tajemniczą przeszłość bohaterów znanych z gry wydanej w 2006 roku. Nie mogę zdradzić szczegółów, ponieważ są one odkrywane stopniowo i coraz bardziej wciągają nas w grę, lecz gwarantuję – Więzy Krwi przedstawią wam doskonale historię szalonego księdza Ray’a, jakim przyszło nam grać na przemian z Billym.
Całość jest podzielona na kilkanaście aktów, podczas których ładowania przedstawione są cut-scenki, zaś w tle odzywa się jeden z bohaterów, który jest narratorem całej opowieści. Zatrzymujmy się na chwilę przy języku. Gra jest z polski, jednak jest spolszczona tylko kinowo. Czy to wada? Moim zdaniem nie. Jakoś nie wyobrażam sobie rewolwerowców mówiących do siebie po polsku… do spolszczenia kinowego nie mogę się natomiast przyczepić: nie znalazłem miejsc, w których występowałyby chociażby literówki, nie mówiąc już o fragmencie wykraczającym poza wyznaczone miejsce. Słowem: alles in ordnung. Ładowanie samych aktów jest szybkie… bardzo szybkie, bowiem czekamy znacznie krócej, niż w wypadku pierwszego Call of Juarez. Oprócz pokazywanych w trakcie ładowania cut-scenek znajdziemy w grze filmiki / przerywniki działające na jej silniku. Najczęściej robią niesamowite wrażenie a na dodatek idealnie wpasowują się fabułę.
Podobne wpisy:





W grę tą gram. Naprawdę świetna. Fajnie jeździ się konno. Niestety widoki u mnie nie są aż tak dobre, bo gram na minimalnych ustawieniach… A tak poza tematem to jak Ci się chciało tyle pisać :P 3 strony…
Jak mam LENIA to nie napiszę nawet pół strony… jak mnie w końcu coś złapie, to potrafię z siebie nieco wydusić :D
A sama gra świetna, szkoda że nie masz możliwości pograć na wyższych ustawieniach, bo naprawdę robi piorunujące wrażenie.
Szkoda, że ja nie mogę w ogóle tego uruchomić. Kto mi sfinansuje nową kartę graficzną? ;)
W pierwszą część grałem i potwierdzam – świetna.
Tą grę przeszedłem już dawno zajęło mi to bodajże 2 dni grania po 8 godzin :) To już chyba świadczy o tym na ile ta gra może wciągnąć fabularnie, ciągle chciałem wiedzieć co będzie dalej. Grałem na maks detalach i naprawdę świetnie się prezentuje. A co do pojedynków to powiem, że jest to trudny element ale DA się przejść bez zmieniania ustawień czułości myszki. Gra godna polecenia.
macie koda 735S653J
Mógłbyś jeszcze napisać, za co on odpowiada :P